Chaos przy kieracie 30Marzec
Jak podpowiada definicja z wikipedii: „Kierat był urządzeniem wykorzystującym siłę pociągową zwierząt (koni lub wołów) do napędu stacjonarnych maszyn rolniczych takich jak sieczkarnia, wialnia czy młockarnia.”
W teorii bardzo proste urządzenie, które może obsłużyć nawet jedna osoba, ale żeby było sprawniej to lepiej mieć zespół. Wystarczy tylko popychać kierat, chodząc wokół i praca idzie sprawnie.
A może jednak niekoniecznie…
Zawsze niewiadomo skąd może znaleźć się czarna owca, która sądzi ze jest w stanie lepiej zarządzać zadaniami i jak twierdzi usprawnić prace specjalistów dając leprze efekty. Siada z biczem na stołeczku i przestawia trybiki.
„Ty idź w tę stronę”, „Ty w drugą”, „Ty poczekaj, zmienisz kogoś jak się zmęczy”, „a Ty zajmij się czymś innym i nie stój tak tutaj”. Zwłaszcza jeśli osoba niemająca pojęcia o zarządzaniu, pracy grafika czy webmastera próbuje decydować o pracy innych.
Efektywność spada, atmosfera w zespole się psuje, projekty wychodzą fajne, ale tylko w pierwszej wersji, dopóki zleceniodawca nie spieprzy projektu swoimi uwagami, uważając ze zna się lepiej. A wszelkie dyskusje albo grochem o ścianę, albo tylko pogarszają sytuacje.
A przełożony? Albo powoduje chaos, albo bije piane z byle powodu, albo pozostaje bierny, nie podejmuje decyzji, żeby przypadkiem nie musiał podjąć odpowiedzialności. A najgorsze, to wszystkie sytuacje jednocześnie.
Przykład: „Podoba mi się układ czterokolumnowy. Zrób mi taki, zobaczę jak będzie to wyglądało. Hmmmm, całkiem fajnie, ale nie mamy za dużo produktów, do prezentacji, to poukładaj je w trzech kolumnach z większymi miniaturami – dwa dni później – kurcze, fajnie to wygląda, ale wymyśliłem, ze zrobimy więcej zdjęć, ty je obrobisz i wrzucisz – tak z 20 produktów robi się 60 – wróćmy jednak do czterech kolumn, bo strona się strasznie długo przewija”. I niestety nikt na początki nie weźmie pod uwagę Twojego słowa i doświadczenia – bo, przecież po co.
Kolejny:
„Przez Twoją aktualizacje na stronie spadły mi dochody.”
Moja odpowiedz – „Chwila, chwila zmieniłem Ci tylko top na ładniejszy z lepszymi zdjęciami, i kilka kosmetycznych poprawek, więc na jakiej podstawie osądzasz, że spadły Ci dochody?”.
„Widzę to po kieszenie, ze mi mało zostaje. W zeszłym roku o tej porze było znacznie lepiej. Zresztą nie kłóć się ze mną, jestem dobrym market erem.”
Trochę czasu spędzone na wyliczeniu statystyk i sprawa stała się jasna. Wyniki w sprzedaży wcale nie spadły, może nawet delikatnie wzrosły, tylko jak się zwiększają wydatki np. na nowa 300 konna zabawkę, to niema się co dziwić, że w kieszeni mniej zostaje.
I tak to już bywa kiedy ktoś nieprzygotowany do swojej roli zabiera się za zarządzanie i udaje, ze jest specjalistą marketingu, grafiki, webmasterstwa itp. Nic tylko znaleźć swoje miejsce i postarać się, żeby razem trochę lżej było w wspólnym kieracie. Albo posunąć się do czegoś bardziej drastycznego…

Pamiętaj, że Twoja może być tylko wina. Zasługa nigdy :)